Monitoring vs kierowcy

Wielu ludzi uważa, że monitoring miejski instalowany jest po to, by poprawić bezpieczeństwo na terenie danej miejscowości. Rzeczywiście taki właśnie jest cel montowania setek kamer na głównych drogach, deptakach i skrzyżowaniach.  Dzięki nim ścigani są przestępcy, którzy dopuścili się rozboju, kradzieży. Możliwe jest więc rozwiązywanie wielu poważnych spraw, często też kryminalnych.

Okazuje się jednak, że policja od pewnego czasu wykorzystuje też monitoring miejski do tego, by ścigać kierowców, którzy naruszyli nawet najdrobniejsze przepisy ruchu drogowego. Przekonało się o tym już kilkudziesięciu kierowców z Warszawy, gdzie policja rozpoczęła współpracę z urzędnikami zajmującymi się właśnie obsługą monitoringu. Teraz nie potrzeba już policyjnego patrolu, by osoba zatrzymująca się w miejscu niedozwolonym lub zawracająca na linii ciągłej, nawet gdy manewr ten nikomu nie zagraża, otrzymała wysoki mandat i określoną liczbę punktów. Oczywiście można to tłumaczyć faktem, że przepisy ruchu drogowego obowiązują zawsze i wszędzie, niezależnie od tego, czy w okolicy kręci się patrol policyjny.

Kierowcy jednak komentują, że wykorzystywanie monitoringu miejskiego w celu wystawiania kolejnych mandatów jest po prostu nadużyciem i kolejnym sposobem na to, by zasilić kasę urzędu miejskiego czy państwa bez większego zaangażowania stróżów prawa. Racja z pewnością jest tu po obu stronach, bo policja z kolei tłumaczy, że przestrzeganie przepisów drogowych gwarantuje bezpieczeństwo.