Nowe i wadliwe

Mercedes S W211

Kupując nowe auto mamy nadzieję, że przez kilka lat lub co najmniej kilkadziesiąt tysięcy nie będziemy musieli nawet podnosić maski auta. To może się zdarzyć tylko przy kontroli płynów lub ogólnego sprawdzenia, czy serce pojazdu pracuje tak, jak trzeba. Niestety, to złudne myślenie staje się mitem przy niektórych markach. Mimo, że kupujemy nowe pojazdy z salonu – w niektórych przypadkach trzeba liczyć się z tym, że pojazd częściej będzie w serwisie, niż na drodze. Jakie to marki? Przeprowadzone przez niezależne instytucje statystyki pokazują, które nowe auta najczęściej odwiedzają serwisy i jednocześnie przyprawiają ich właścicieli o swoisty zawrót głowy oraz huragan portfelowy, który potrafi wydobyć z kieszeni ostatnią złotówkę.

Na czele stawki jest… Mercedes klasy E (model W211). Pierwsze modele miały wiele niedociągnięć, co szybko przyćmiło wielką moc motoryzacyjną niemieckiego producenta. Na kolejnych miejscach spotkamy francuskie auto Peugeot’a 307 w wersji hatchback. Tu standardem okazały się problemy z elektroniką. Francuskie auta nadal borykają się z takimi mankamentami. Jednak Domel 307 przebił wszystkie usterki francuskiej motoryzacji. Problemy sprawiał układ ABS i ESP.

Japończycy także nie uniknęli srogiej krytyki. Toyota Avensis to kolejne auto, które mimo nowości dawało się we znaki. Tu na brak szacunku zasługuje model T25. Niedługo po sprzedaniu pierwszych modeli auta zaczęły wracać do serwisu. Powód? Problemy z wahaczami tylnej osi, które po prostu pękały. Niska trwałość aluminium w japońskim koncernie, który zawsze starał się o najwyższa jakość? To coś nowego. Na szczęście kolejne modele Avensis poprawiły ten i jeszcze kilka innych błędów.